Jak ktoś poprosił mnie o sprawdzenie dwudziestu stron przed kliknięciem „Akceptuję”
Magda poprosiła o sprawdzenie dwudziestu stron klientów pod kątem cookies. Po piątej karcie w DevTools miałem dość — i z tego powstało ConsentScope.

W zeszłym miesiącu dostałem maila od Magdy.
Magda robi strony dla lokalnych firm. Nie agencja z deckiem i „synergią”. Po prostu ktoś, kto ogarnia WordPressa, czasem Nexta, i dostaje od klientów pytania typu: „a te cookies, to już mamy załatwione, prawda?”. Tym razem pytanie przyszło od księgowej z małego sklepu. Księgowa przeczytała gdzieś, że jak jest banner, to wszystko gra. Magda nie była pewna. Poprosiła mnie o sprawdzenie jej listy: sklep klienta, strona firmowa, blog, landing od kampanii i jeszcze kilka konkurentów „dla porównania”. Dwanaście adresów na start. Potem dopisała osiem. Wyszło równo dwadzieścia.
Pierwsza myśl: otworzę kartę, DevTools, Network, poczekam na banner, spojrzę co leci przed Accept. Potem następna. Potem następna.
Po piątej stronie miałem dość.
Nie dlatego, że to trudne. Dlatego, że to nudne w sposób, który zabija uwagę. Jedna strona ma Cookiebot. Druga OneTrust. Trzecia jakiś customowy div z „Zarządzaj zgodami”. Czwarta w ogóle ładuje GTM zanim banner zdąży się narysować. Po godzinie przestajesz widzieć różnicę między „koniecznym” a „marketingiem”, bo wszystko wygląda jak kolejny string w Application → Cookies.
Magda nie chciała raportu prawniczego. Chciała konkret: na których stronach coś odpala się zanim użytkownik kliknie. Żeby mogła wrócić do klienta i powiedzieć „tu jest OK, tu trzeba poprawić tagi”, a nie „zgodnie z art. 6 RODO…”.
Co wyszło z listy
Wrzuciłem mix stron, które Magda podała, plus kilka publicznych europejskich adresów, żebym miał punkt odniesienia. News, e-commerce, ogłoszenia. Nic egzotycznego.
Wzór powtarzał się częściej, niż bym chciał.
Banner już wisi. Nikt nic nie kliknął. A w cookies siedzi coś, czego tam jeszcze nie powinno być. Czasem analytics. Czasem coś z reklam. Czasem CMP jest ładnie osadzony, a i tak widać, że kontener odpalił się za wcześnie. Wygląda czysto. Timing mówi coś innego.
Najgorsze przypadki nie wyglądały na złą wolę. Wyglądały na klasyczny setup: wklejony GTM, doklejony CMP, „przecież banner jest”. Nikt nie usiadł z zegarkiem i nie sprawdził kolejności.
Jedna ze stron Magdy była w porządku. Banner, potem dopiero reszta. Napisałem jej to w dwóch zdaniach. Odpisała: „OK, to przynajmniej jedną mogę pokazać jako wzór”. Resztę odesłałem jako listę: URL, co wpadło przed zgodą, co wyglądało na necessary. Bez wielkich wniosków. Bez straszenia karami. Po prostu: tu coś leci za wcześnie.
Po co w ogóle to mierzyć
Bo przeglądarka nie kłamie.
Request do analytics ma timestamp. Klik w Accept też. Jeśli pierwszy jest wcześniejszy od drugiego, dyskusja o „ale przecież mamy consent mode” robi się mniej wygodna. Da się to robić ręcznie. Ja tak zaczynałem. Po dwudziestej karcie wiesz już tylko, że nie chcesz tego robić drugi raz w tym samym tygodniu.
Zbudowałem sobie na to małe narzędzie, ConsentScope, głównie po to, żeby nie otwierać dwudziestu kart naraz i nie gubić wyników w notatniku. Bulk scan pozwala wrzucić listę URL-i, odpalić audyt i dostać raport z naruszeniami — zamiast ręcznie przeklikiwać każdą stronę w DevTools.

Magdzie wysłałem zwykły raport. Jej wystarczyło.
Kilka dni później napisała, że księgowa zapytała, czy „to już jest zgodne z RODO”. Magda odparła, że nie jest prawnikiem, ale wie, które tagi trzeba poprawić. To była najlepsza odpowiedź z całego wątku.
Jeśli audytujesz własne strony albo strony klientów, warto raz sprawdzić timing, zanim założysz, że banner załatwia temat. Czasem załatwia. Czasem tylko ładnie wygląda.
Chcesz przełożyć ten temat na swoją stronę albo firmę? Mogę zająć się projektem, wdrożeniem i dalszą opieką.